03 września 2015

NO ALE CO, JA NIE DAM RADY?



Ok, przyznaję, pomysł chodził mi po głowie od dawna. Myślę sobie, no przecież to nic trudnego, a jak czegoś nie wiem to wystukam w Google. Tyle osób pisze blogi, no pisze. Jednym wychodzi to lepiej inni trochę błądzą, ale piszą i sprawia im to przyjemność, a przecież o to chodzi by dawało to radość, no i fajnych ludzi można poznać w sieci, czegoś się dowiedzieć, czegoś nauczyć. No niby prawda, ale zapomniałam o jednym, by mierzyć siły na zamiary. Bo jak tu pisać bloga gdy brakuje czasu, komputer nawala, masę roboty w domu a jeszcze więcej w ogrodzie, a dzieć codziennie wyciąga na trzygodzinne spacery?


He, no tu narzekać nie powinnam, bo pamiętam wakacje gdy za małym latałam* i sześć godzin dziennie (*czytaj dosłownie latałam). A gdy tak już wszystko ogarnę, odkurzę, pozmywam, pranie wstawię, suche przeprasuję, grządkę w ogrodzie wypielę, zakupy ze sklepu przyniosę, nawet trening z Chodakowską zaliczę, obiad wstawię i mam tę chwilę przed powrotem potomka ze szkoły by zajrzeć do internetu, to wtedy do mieszkania wchodzi mój ojciec i pyta czy trenuję zajoba, bo przed komputerem siedzę. Tak, ojca mam jeszcze z innej epoki, takiej gdzie ludzie myli się tylko raz w tygodniu w sobotę, co by w kościele w ławce nie śmierdzieć. 

Ech, bo jednak po ślubie trzeba było wiać z chłopem do innego miasta jak moje siostry, a nie brać mieszkanie obok na tej samej klatce schodowej co rodzeni. A tak mam męża, dziecko i zacofanego ojca na karku o mamie, która ma ciężką cukrzycę a insulinę na oko sobie podaje nie wspomnę. Oj miała bym o czym pisać na blogu, miała bym, ale sama już nie wiem, bo jednak najbardziej na świecie to jednak cenię sobie spokój, święty spokój, a mam go dopiero wtedy, gdy wszystkie obowiązki dnia codziennego i nadgodziny u ojców moich odrobię.

Kiedy więc znaleźć czas? Może wieczorem, gdy dzieć umordowany całym dniem wreszcie padnie? Ta, tylko że ja też umordowana, głowa już tak sprawnie myśleć nie chce, oczy się zamykają, czupryna sama na klawiaturę opada. Postanowiłam jednak się nie poddawać i mam nadzieją, że się uda. Do tego posta przysiadłam pół godziny temu, drugie pół mam do przyjazdu dziecka ze szkoły, więc chyba się uda. Bez własnych zdjęć, dziś zapożyczę z pixaby, a co tam inni też tak robią ;)

P.S. z dnia 02.10.2015... Klątwa jednak znów dała znać o sobie i mój przecudnej urody asusik poległ od wirusów, śmieciuchów i innych trojanów, a złe ustawienia systemowe sprawiły, że mulę mulił jeszcze bardziej. A że klątwa jest z tych przez duże K, to i po naprawie mulę jak mulę. Nosz k...

7 komentarzy :

  1. Choćby nawet na raty pisać, to warto. Nikt nie mówił, że lekko będzie (chyba, że mówił?) - bo nigdy nie będzie. Blogowanie jest jak praca na pół etatu, a czasem i więcej, ale jak gość przysiądzie do rozmowy w komentarzach to od razu słońce zza chmur wygląda. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Magdalena. Masz rację, na raty ale pisać choć ostatnio to robię tylko w kajecie. Komputer mi padł (wirus), dziś jakimś cudem odpalił i od razu niespodzianka w postaci komentarza. Na szczęście w poniedziałek mam umówionego znachora i mam nadzieję, że zaradzi coś na tę paskudę ;)

      Usuń
    2. Dobrze, że zaznaczyłam powiadomienia o komentarzach pod tym wpisem. Tak coś czułam, że jesteś odpisującą autorką :) Trzymam kciuki żeby znachor szybko postawił komputer na właściwe tory.

      Usuń
  2. Ciekawość mnie tu przyniosła. Zostaję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Marysiu, ja też lubię Twojego bloga :)

      Usuń
  3. Przepraszam, wiem, że tak nie powinno być, ale insulina na oko mnie rozbroiła... ;) Ech, bliskie mi klimaty - choć momentami niełatwe wcale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualizacja. Po przedawkowaniu insuliny, od dwóch miesięcy poziom cukru we krwi mierzony jest trzy razy dziennie. Myślę, że widok ratowników medycznych z karetki, którą musieliśmy wezwać, otrzeźwił nie tylko moją mamę ale i mnie po troszku. Czuwam i pilnuję.

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka